Jak ubrać się „na cebulkę” w góry

W Kanionie Szaryńskim, Kazachstan

Góry. Pasja, natura, dzika przyroda, miejsce skłaniające do przemyśleń, spokojne, ciche. Góry to miejsce, które uwielbiam z kilku powodów – mogę się tam wyciszyć, mogę uspokoić umysł z miejskiego zgiełku, wyłączyć telefon i zachwycać się widokami. Dodatkowo góry pozwalają mi zmierzyć się z własnymi słabościami, pozwalają „pokonać samego siebie”, sięgnąć wyżej, dalej, mocniej.

Główny Szlak Beskidzki, gdzieś na połoninach

Góry to jednak też wymagania, to nie tylko przyjemna rozrywka. Potrafią być zdradzieckie i nieprzewidywalne, często niebezpieczne. W górach o wiele łatwiej o nagłe załamanie pogody, niż w dolinach. O góry uderzają powietrzne prądy mieszając się ze sobą, co powoduje nieraz nagłe zmiany pogody. Poczytajcie o Babiej Górze, kapryśnej królowej Beskidów, jak potrafi ona zmienić swój „humor” i ze słonecznego dnia zrobić deszczowy pogrom w ciągu kilkudziesięciu minut.

Dlatego w górach musimy ubrać się na tak zwaną „cebulkę”. Nazwa wzięła się oczywiście od cebuli, od jej warstw, które możemy ściągać i ściągać jedna po drugiej. Wybierając się w góry, powinniśmy właśnie stać się taką „cebulką”.

Barania Góra, Beskidy

Z racji nieprzewidywalności pogody oraz tego, że w górach jesteśmy zazwyczaj oddaleni o kilka, a czasem kilkanaście godzin od samochodu czy cywilizacji, nasz strój powinien gwarantować ochronę przed różnymi warunkami atmosferycznymi.

Wychodząc w góry w ciepły, letni poranek, mając na sobie podkoszulek i krótkie spodenki nie powinniśmy zakładać, nawet jeśli wujek Google mówi inaczej, że popołudniem nie zastanie nas gdzieś na bezdrożu ulewny deszcz i porywisty wiatr. Dodatkowo trzeba uważać na różnice temperatur w górach – silne podmuchy wiatru i spacer graniami czasami potrafi naprawdę dać w kość!

Teraz po kolei. Strój nie jest uniwersalny i w każdym górskim paśmie, w zależności od wysokości i lokalnych warunków, może się różnić. Oczywiście zimą będziemy potrzebować dodatkowego ekwipunku, ten wpis dotyczy bardziej uniwersalnego „co pod spodem” przez cały rok oraz sezonu od wiosny do jesieni.

Idąc w góry zawsze mam ze sobą :

  1. Spodnie z odpinanymi nogawkami – można z nich zrobić krótkie spodenki w upalnych momentach, ale w razie potrzeby zawsze można doczepić nogawki, by mieć dodatkową warstwę izolacji.
  2. Dodatkowa warstwa pod spodnie – nawet wędrując latem (zakładając, że nie jest to tylko krótki spacer na kilka godzin), zawsze mam ze sobą w plecaku bieliznę termoaktywną, aktualnie z wełny merino. Spodnie noszę bardzo lekkie i przewiewne, nie chronią one przed wiatrem, więc w razie potrzeby zawsze mogę dołożyć warstwę ochronną. Dodatkowo taka bielizna była świetna do spania pod namiotem np w Kazachstanie, gdzie podczas wędrówki w dzień temperatura utrzymywała się powyżej 28 stopni Celsjusza, a nocą spadła poniżej zera. Mając dodatkową warstwę ochronną byłem wtedy najszczęśliwszym człowiekiem na świecie 🙂
  3. Dodatkowa warstwa górna. Tak samo jak w przypadku kalesonów, mam ze sobą koszulkę termo z długim rękawem. Zawsze mogę założyć ją pod t-shirt, lub po prostu zamienić z podkoszulkiem, kiedy wiatr zawieje mocniej bądź jeśli przyjdzie mi spać w chłodniejszym miejscu, lub też, kiedy zastanie mnie wieczór a będę ciągle chciał iść dalej.
  4. Kurtka przeciwdeszczowa! W zależności od sezonu, troszkę grubsza lub jedynie zwykłe ponczo. Kto nie miał porządnej kurtki w ulewny dzień w górach wie, że bez tego ani rusz! Kiedy woda wlewa się wszystkimi możliwymi miejscami, a zimne strugi spływają po spoconych plecach, człowiek naprawdę pluje sobie w brodę, że nie wziął czegoś przeciwdeszczowego. Najmniejsze kurtki potrafią być wielkości pięści po złożeniu i nie ważą nawet 200g.
  5. Pokrowiec na plecak. Też zawsze ze mną. Mój plecak jest tylko trochę wodoodporny i zdarzyło mi się kilka razy spacerować z nim w deszczu. Niestety, nie dość, że później wszystko w środku było mokre, to na dodatek zwiększyło swoją wagę o dobre kilka kilogramów nasiąkając wodą. Od tego czasu postanowiłem zawsze mieć pokrowiec. Najtańsze można kupić w internecie za kilkanaście złotych, są dosyć uniwersalne, np na plecaki 35-50 l, ściągane gumką.
  6. Polar – lekki, chroniący przed wiatrem i wieczornym chłodem, latem w słoneczne dni przydaje się też na graniach, gdzie nic nie chroni nas przed podmuchami. Zawsze w plecaku.
  7. Okulary przeciwsłoneczne – różni ludzie, różne potrzeby, ale ja bez okularów się nie ruszam. Moje oczy są bardzo wrażliwe na jaskrawe słońce, a w Szwajcarii dostałem raz ślepoty śnieżnej, bo odbijające się od śniegu promienie słońca tak raziły moje oczy.
  8. Nakrycie głowy – ja preferuję kapelusz. Chroni przed słońcem zarówno głowę, jak i uszy. Dodatkowo do plecaka zawsze pakuję bardzo lekką czapkę polarową. Jako, że należę do ludzi, którzy swoje naturalne włosy z głowy gdzieś w procesie ewolucji zgubili, to w przypadku wietrznych dni naprawdę doceniam, że noszę czapkę ze sobą.
  9. Chusta buff lub arafatka – zastosowań bez liku. Można ochronić szyję w razie wiatru, można osłonić usta i nos, jeśli wiatr niesie ze sobą piasek, można z nich wykonać dodatkowe nakrycie głowy. Waga i rozmiar też do zaklasyfikowania jako „żadne” a jednak przydatny gadżet.
Turbacz Zimą, Gorce, w pobliżu Starych Wierchów

Dopasowując swoją odzież do ubioru „na cebulkę” jesteśmy w stanie zawsze manewrować i nią na sobie, dostosowując ją do aktualnych potrzeb. Zrobi się zimno? No to polar i kurtka, może bielizna termo. Zrobi się ciepło? Odpinamy nogawki ze spodni i zakładamy kapelusz. Zacznie padać? Pokrowiec na plecak i ponczo.

Będąc przygotowany na zmiany pogody unikamy przykrych niespodzianek i rozczarowań. Pamiętaj – nie ma złej pogody, jest tylko źle dobrane ubranie 🙂 Do zobaczenia na szlaku, czy to w deszczu, czy w słońcu!

13
Pozostaw komentarz

avatar
7 Comment threads
6 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
7 Comment authors
MichalIzostarOlkaAgaJoanna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Iza
Gość
Iza

A rękawiczki to gdzie??

Krystynabozenna
Gość

W górach widzę ,że jest identycznie jak na wodzie :-))
Też trzeba na cebulkę,bo pogoda w środku lata i upału potrafi zaskoczyć 🙂

Joanna
Gość

Dobre porady. Odzież termiczna też mi zawsze towarzyszy w górach.

Aga
Gość

Bardzo fajne, przydatne porady 🙂

Olka
Gość

Oczywiście ubieranie na cebulkę dalej praktykuję. Aczkolwiek staram się cały czas minimalizować ilość ciuchów, jakie na siebie zakładam. I inwestuję w funkcjonalne ubrania, które łączą w sobie kilka funkcji (ochronne, ocieplające itd.).

Izostar
Gość
Izostar

Szczerze mówiąc, po raz pierwszy artykuł tutaj mnie rozczarował. W sensie, nie jest zły, ale to absolutne podstawy podstaw. Spodziewałbym się czegoś więcej. Na przykład, o koszulce, ja noszę zazwyczaj syntetyczną w upały, merino z krótkim rękawem na chłodniejsze pory roku, a jak ma być naprawdę chłodno, to merino z długim. Albo warto by jednak wspomnieć, że bawełniana bluza, to nie zastąpi dobrze polaru. Albo, że sweter z grubej wełny może, ale lepiej unikać golfów, bo można się za łatwo przegrzać

Izostar
Gość
Izostar

I jeszcze jedno. Serio tak dużo używasz poncho? Ja odpuściłem, czepia się gałęzi, na wietrze robi się z tego żagiel… Masakra panie