Kazachskie przygody część trzecia - Kaindy i granica z Kirgistanem

Kazachskie przygody część trzecia - Kaindy i granica z Kirgistanem

Karkara – granica na krańcu świata, brak komputera i niemiłe miasto

Wróciwszy do pierwszego jeziora, kierujemy się na drogę do wsi Saty. Na pewno coś złapiemy żeby nas podwiozło. Tak myślimy przez pierwszy kilometr. Drugi. Trzeci. Dopiero po godzinie przejeżdża półciężarówka z otwartą paką – wskakiwać jak do Saty- na pakę, ale dziewczyna do kabiny! Nie ma co wybrzydzać, paka jest pusta, nie licząc turlającej się na niej butli 11kg z propan butanem. Po drodze zgarniamy też polską turystkę, która samotnie, dzielnie, maszeruje przez pustkowie w kierunku cywilizacji.

[kad_youtube url=”https://www.youtube.com/watch?v=uyUZ4BqcWXg” ]

Dojechawszy na miejsce, staramy się ogarnąć transport nad jezioro Kaindy. Szkoda by było odpuścić zatopiony las, skoro jesteśmy już tak blisko. Udaje nam się namówić dwóch Kazachów, żeby nas i jeszcze troje innych turystów wzięli nad jezioro za symboliczną kwotę.

awaria w drodze do kaindy
awaria w drodze do kaindy

Jadąc zastanawiamy się, czy nie było to błędem. Nasi kierowcy nie są zbyt trzeźwi, a droga prowadzi przez stromiznę oraz wymusza przekroczenie rzeki na kołach. W jednym momencie nasz bolid nie wytrzymał presji i trzeba go było wepchnąć pod  górkę. Jakoś dotarliśmy. Nasi Kazachowie czekają by nas podwieźć rozpoczynając libację, a my zwiedzamy jezioro, o czym pisałem w poście – Kazachstan jeziora Kolsay i Kaindy.

Zjechawszy z powrotem do drogi, łapiemy stopa. Pakujemy się w 6 osób plus kierowca do Volkswagena Jetta i jedziemy aż do wsi, w której ostatnio wysiedliśmy z autobusu wypchanego poduszkami. Niestety, po dotarciu na miejsce zaczyna zmierzchać, więc rozbijamy obóz pośrodku niczego w polu i rano znów spróbujemy szczęścia.

środek niczego
środek niczego

Czas pożegnań przychodzi następnego ranka Monika i Igor ruszają do Ałmaty, a nasza czwórka chce przekroczyć dziś granicę z Kirgistanem w miejscowości Karkara.
Nam udaje się złapać na stopa mężczyznę podróżującego do Kegen. Lepiej być nie mogło! Mimo, że próbowałem go przekonać, że jeszcze nie wiem, co będę robił w przyszłym roku, wymusił zapisanie swoich danych kontaktowych i obietnicę, że jeśli przyjadę do Kazachstanu, to za 300$ przywiozę mu Golfa… dwójkę z Polski.

Kegen okazało się najbardziej nieprzyjemnym miejscem w mojej Kazachskiej przygodzie. Nie możemy opędzić się od ludzi zatrzymujących się przy nas, trąbiących i biegających za nami by zaoferować podwózkę do granicy. Na razie potrzebujemy drukarki. Koleżanka z Brazylii musi wydrukować swoją e-wizę. Po trzech godzinach, odwiedzeniu szkoły, urzędu i poczty, udaje nam się znaleźć jedyną drukarkę w mieście.
Zaczynamy negocjacje z pojawiającymi się z częstotliwością pięciu na minutę, kierowcami chętnymi nas zabrać do granicy. Zaczynają od 12 000 Tenge. W końcu zbijamy cenę do 5000. Okazuje się, że do Karkary jest droga, ale od Karkary ostatnie 25 km w stronę granicy…. Nie ma. Jest tylko wyjeżdżona ścieżka w polu.
Granica znajduje się pośrodku niczego. Ja przechodzę, robię pieczątki, francuz też a nasza koleżanka z Brazylii zostaje zawrócona. Dlaczego? Bo na granicy nie ma komputera więc e-wiza nie działa.
– Proszę sobie wrócić 350 km do Ałmaty i stamtąd udać się na granicę w kierunku Biszkeku – słyszymy- Tam działa e-wiza.
Tym sposobem zostajemy we dwójkę, bo oczywiście chłopak brazylijki zostaje z nią.

droga z Karkary
droga z Karkary

Smutni, zrezygnowani idziemy przez nicość w głąb Kirgistanu. Okazuje się, że nasz pomysł nie był zbyt mądry. Nie mamy transportu, mało co nas mija, a jak już to wyładowane do pełna, a za chwile zamkną granicę i już nic nie przejedzie. Do tego do Karakolu mamy ponad 100 km. Mimo wszystko idziemy. Po dwóch godzinach i około dwunastu kilometrach udaje nam się dogadać z jakimś kierowcą, że zawiezie nas za 60$ do Karakolu. To był mój najdroższy transport na całej wyprawie. Ale jak się po chwili okazało, nie można się temu dziwić. Od granicy z Karkarą do TUP przez 80 km nie ma nic… Absolutnie. Góry, szutrowa droga i kilku sprzedawców miodu.
Tym samym kończę przygodę z Kazachstanem, a otwieram nowy rozdział – Kirgistan! I o tym już wkrótce…

0 0 głosuj
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze