Podróżowanie po Kolumbii, informacje praktyczne

Podróżowanie po Kolumbii, informacje praktyczne

Kolumbia to jeszcze nieodkryty turystycznie kierunek. Jeśli ktoś jeździ do Ameryki Południowej, to króluje Peru, Chile i Brazylia. Kolumbia kojarzy się z regionalnym średniakiem, bo przecież można znaleźć ładniejsze plaże, wyższe góry, bardziej oszałamiające parki narodowe. A to wszystko błąd, Kolumbia wcale nie jest gorsza, Kolumbia jest niedoceniona i nieodkryta. Chcesz potwierdzenia? Sprawdź ile potrafisz znaleźć informacji na temat turystki w Kolumbii, a ile w Peru. Myślę, że na temat tego drugiego kraju napisano już wszystko, a na temat pierwszego – karta jest ciągle niezapisana. Jak powiem „Peru” to w głowie od razu masz Maccu Piccu albo jezioro Titicaca. A jakie jest twoje skojarzenie z Kolumbią?

Rajska plaża w Tayrona
Tak, to nie żadna Dominikana czy Bali, to Kolumbia w okolicach Santa Marta

Przejdźmy jednak do informacji praktycznych, czyli poruszanie się po Kolumbii, bezpieczeństwo, zakwaterowanie, pieniądze, ceny.

Bezpieczeństwo

Kolumbia jest krajem, w którym jeszcze niedawno była wojna domowa. A mimo to zdaje się być w tej chwili najstabilniejszym krajem w porównaniu z sąsiadami.

W dużych miastach trzeba się pilnować. Tłum w Bogocie potrafi być okropny, w końcu to 8 milionowe miasto, więc kradzieże kieszonkowe są na porządku dziennym, powiedziałbym nawet, że powszechne.

Zdarzają się napady w celach rabunkowych. Kiedy porozmawiamy z Kolumbijczykami z dużych miast, nieomal każdy mówi, że był przynajmniej raz napadnięty i okradziony. Na ulicach jest mnóstwo policji, ale z tego co się dowiedziałem, to w razie gdyby ktoś cię okradał, to nie zareagują. Zarabiają za mało, żeby się narażać. Podejdą później spisać protokół.

Napad polega zazwyczaj na zabraniu ci wartościowych przedmiotów i pieniędzy. Dlatego warto stosować moje dawne rady z poprzednich artykułów i mieć fałszywy portfel z niewielką ilością gotówki ( Jak nie dać się okraść w podróży i zasady bezpiecznego podróżowania). I nie afiszować się drogim sprzętem. Paradowanie po miastach z drogimi Iphonami i kamerami to proszenie się o kłopoty. Generalnie my będąc w Bogocie nie spotkaliśmy się z niczym złym prócz jednej próby kradzieży kieszonkowej. Zakończonej niepowodzeniem, bo byłem zbyt czujny 😉 Kolumbijczycy też jakoś przesadnie wystraszeni nie są. Powszechne jest używanie telefonów na ulicy, czy w środkach komunikacji miejskiej, więc nie można zbyt panikować.

Na pewno nie można powiedzieć, że Kolumbia jest państwem niebezpiecznym. Szczerze powiedziawszy to w pewnych miejscach w Barcelonie i Paryżu czułem się o wiele bardziej zagrożony bądź obserwowany. Wystarczy zachować podstawowe zasady ostrożności i nie wchodzić w jakieś dziwne, szemrane uliczki, a będzie dobrze.

Język

Hiszpański. I na tym koniec, chyba, że dodamy jeszcze dialekty indiańskie. Spotkać kogokolwiek, kto mówi po angielsku graniczy z cudem. Raz na jakiś czas się nam udawało, a i to zazwyczaj kogoś, kto naprawdę słabo władał tym językiem. Nie ma więc co bazować na tym języku. Przed przyjazdem do Kolumbii warto nauczyć się podstawowych zwrotów po hiszpańsku, takich jak – dokąd jedziesz, ile to kosztuje, dziękuję, proszę, chcę, i obowiązkowo liczyć. A jako, że kolumbijskie peso nie jest zbyt dużo warte, to nauczyć się liczyć w dużych nominałach, bo za wszystko trzeba płacić grube tysiące;)

Komunikacja

Kolej – prawie nie istnieje. Jest jedna linia z Bogoty do Santa Marta, ale nie korzystałem z niej i nie mogę więcej powiedzieć.

Loty wewnętrzne – każde większe miasto ma lotnisko, a sieć połączeń lotniczych jest bardzo gęsta. Jest sporo tanich linii, a dużo osób z racji odległości wybiera ten środek komunikacji. Lot z Cartageny do Bogoty to około 180-220 zł bez dużego bagażu, ale przy rezerwacjach z wyprzedzeniem czasami można trafić coś w tej cenie z bagażem. Uwaga! tanie linie bezlitośnie tutaj doliczają jakieś dodatkowe opłaty za wszystko. Nie zrobisz odprawy online – plus 10$, nie wydrukujesz boarding pass, plus 7$. Mówię tutaj o linii Wingo. O wiele lepiej jest korzystać z InterJet.

Autobusy – Kolumbia ma świetną sieć połączeń autobusowych. W każdym większym mieście jest terminal autobusowy, który obsługuje zarówno krótkie, jak i dalekie połączenia. Przykładowe ceny to Bogota – El Cocuy – 66 000 pesos, Santa Marta – Cartagena – 30 000 pesos. Cena jest zależna od przewoźnika i dróg jakie są do pokonania. Warto spytać w kilku okienkach o cenę, bo może się okazać, że różnica to nawet 30%. Do tego są autobusy mniej wygodne, ale tańsze i odwrotnie – wygodne, drogie autobusy. W tych ekskluzywnych (firmy takie jak Bolivariano albo Expreso Brasilia) w autobusie dostajemy słuchawki, na oparciu poprzedzającego siedzenia jest ekran, można na nim oglądać filmy czy uruchomić muzykę. Jest toaleta, WiFi, siedzenie da się opuścić do 45 stopni w tył, więc możemy wygodnie spać.

Collectivo – autobusy miejskie, które zatrzymują się jak się na nie machnie i wypuszczają ludzi gdziekolwiek zechcą po drodze. Bardzo tanie, około 1800 pesos za przejazd. Czasami, jeśli podróżujesz z dużym plecakiem, możesz zostać poproszony o zapłacenie podwójnie za przejazd, bo „twój plecak zajmuje miejsce dla człowieka”.

Autobusy miejskie typu Transmilenio – ma różne nazwy w różnych miastach. Musisz kupić kartę, doładować, na przystanku odbijasz kartę żeby wejść i czekasz. Póki poruszasz się siecią Transmilenio, to nie płacisz nic więcej niż za pierwsze wejście (2400 pesos). Więc działa trochę jak bilet do metra w krajach zachodnioeuropejskich – można jeździć bez końca płacąc za jedno wejście, dopóty, dopóki nie opuści się dworca i nie trzeba wejść powtórnie. Transmilenio w wielu miejscach ma osobne pasy na drodze, odgrodzone wysokim krawężnikiem, więc omija korki jak nasze tramwaje.

Terminal i autobusy Transmilenio w Bogocie

Zobacz nasze wideo wraz z wyjaśnieniem jak kupić bilet do Transmilenio. Włącz polskie napisy!

Taxi – obecne wszędzie, bardzo popularne w miastach. Warto poznać ceny w danym mieście lub zatrzymywać taksówki (które i tak będą na nas trąbić jak nas kierowcy zobaczą). Ceny po mieście, w zależności od odcinka wahają się od 5000 do 30 000 pesos.

Uber – nie zawsze można na nim polegać. W tak dużym mieście jak Cartagena widziałem na mapie Ubera dwa poruszające się samochody na całe miasto. Do tego warto sprawdzić cenę na Uberze a następnie zatrzymać kilka taksówek (jeździ ich po miastach tysiące) i również spytać o cenę. Często Uber będzie droższy od taxi. Przykład? W Bogocie z terminalu autobusowego Salitre na lotnisko w Uberze wyświetlała się cena 18 000 pesos, a pojechaliśmy taksówką za 8000.

Ceny

Średnia cen jest na pewno niższa niż w Polsce.

O transporcie napisałem powyżej. Jedzenie – zakupy w sklepie są niej więcej w cenach podobnych do polskich, z tym, że lokalne owoce, kawa, słodycze są o wiele tańsze, produkty mleczne, jogurty, sery – sporo droższe. Za dobrą kawę zapłacimy za 250 g – 20 zł. Cały ananas – 5-6 zł. Kilogram bananów – 2 zł. Paczka krojonego sera żółtego – 10 zł. Papierosy – 6 zł. Piwo – 4-5 zł. Dwa ząbki lokalnego czosnku – 1,50 zł.

Sklep w Kolumbii
Market w Bogocie
Warzywniak w Kolumbii
Warzywniak 😉
Obiad na mieście
Od Pani na ulicy można kupić pyszny obiad, kurczak z ryżem i warzywami, do tego sok, za 8-10 zł

Zakwaterowanie w hostelach lub prywatnych kwaterach waha się od 15 do 25 zł za osobę za dobę. Warto dokładnie czytać opisy na bookingu, wraz z opiniami, bo może się okazać, że za taką samą cenę kilkadziesiąt metrów dalej jest o wiele lepsze zakwaterowanie. Często po prostu sprawdzałem lokacje na bookingu, następnie bez rezerwacji szedłem pytać o nocleg. Nie klikając „zarezerwuj” przy użyciu aplikacji możemy zawsze negocjować cenę.

Hostel w El Cocuy
cena za pobyt w takim hoteliku to około 33zł za osobę

Bilety wstępu do parków narodowych są stosunkowo drogie, w przypadku El Cocuy, czy Tayrona jest to 60 zł za osobę. Usługi przewodnickie w górach – 120-150 zł za dzień, przewodnicy mogą zabrać kilka osób i wtedy koszt ten można podzielić (niektórych miejsc nie można odwiedzić bez przewodnika!). Bilety wstępu do muzeów, nie licząc turystycznej Cartageny, są tanie i wahają się w granicach 5-10 zł. W Cartagenie – 15 do 25 zł.

Internet

Jest drogi i słabej jakości. Ma dobry zasięg w miastach, choć i to nie zawsze i fatalny poza nimi. Musimy kupić starter, koszt np. z firmy Claro to 11 zł i doładowanie – 1,8 GB na 30 dni- 44 zł. W takim starterze Facebook, Messenger i WhatsApp nie zużywają danych, są za darmo bez ograniczeń.

W wielu miejscach jest dostępne WiFi – w restauracjach, hotelach, sklepach, autobusach. W Medellin widziałem nawet zasięg miejskiego WiFi. W Cartagenie można złapać zasięg publicznego internetu siedząc parku naprzeciw Pałacu Inkwizycji. W kafejkach kod do WiFi często jest drukowany na dole paragonu, więc jak chciałem zrobić trochę cebulaka, to po prostu szukałem rzuconego na ziemię paragonu 😉

Ludzie

Kolumbia to przede wszystkim fantastyczni, różnorodni ludzie. Południowcy, trochę bardziej zdystansowani i szaleni mieszkańcy karaibskiego wybrzeża. Są przyjaźnie nastawieni, powiedziałbym nawet, że ciekawscy jeśli chodzi o zagranicznych podróżników. Trzeba się więc nastawić na odpowiadanie wiele razy – skąd jesteśmy i czy na długo będziemy w Kolumbii. Na wybrzeżu ludzie są o wiele bardziej temperamentni, potrafią bez większego powodu, słysząc muzykę, zacząć tańczyć na chodniku. Nas do tego tańca wciągając 😉

Jedynym mankamentem jest, że raczej średnio można na nich polegać. Ich rozumienia profesjonalizmu czy czasu, w porównaniu z naszym, to dwie różne sprawy. Przykładem był kierowca z Bogoty do El Cocuy, który zboczył z drogi, podjechał do miasta, które nie było planowanym przystankiem, żeby pogadać z jakimiś ludźmi.

Rozumienie czasu też jest inne – spóźnienie rzędu godziny jest w normie i nie ma się czym przejmować.

Jedzenie

Pyszne owocowe śniadanie w Kolumbii!

Jeśli nie będziemy korzystać z zagranicznych sieciówek, to jedzenie podzieliłbym na dwie duże kategorie. Pierwsza – ciężkie, smażone na głębokim tłuszczu mięso, empanady (rodzaj dużego, nadziewanego pieroga), arepy (plastry bułki kukurydzianej podobnej w smaku do bułki gyros wyładowane np. kiełbasą z rozpuszczonym serem). Druga kategoria, to owoce – a tych w Kolumbii nie brakuje. Kokosy, arbuzy, mango, najsmaczniejsze na świecie awokado, banany, platany (gatunek banana którego nie da się zjeść na surowo), truskawki i wiele, wiele innych. I jajka, to jakby trzecia kategoria – jajek Kolumbijczycy jedzą ogromne ilości, dodając je do wszystkiego.

Stołowanie się w restauracjach średniej klasy będzie odrobinę tańsze niż w Polsce. Za duży, pełny posiłek zapłacimy w granicach 13-18 zł.

Wiele razy słyszałem opinie odradzające stołowanie się w budkach z tzw. „street foodem”. Że niby niepewne, niehigieniczne… Jadłem jedzenie street foodowe z racji bardzo niskich cen i nigdy nic mi nie dolegało, więc opinii na ten temat nie powtórzę. Mało tego, serdecznie polecam tego typu potrawy, można skosztować naprawdę pyszne posiłki „za grosze”.

Inne informacje praktyczne

Informacje niesklasyfikowane, które nie do końca pasują do poprzednich akapitów.

  • w wielu miejscach nie można płacić kartą! Gotówka jest więc niezbędna. Jeśli można płacić kartą, to najczęściej tylko VISA
  • Maksymalna kwota, którą można jednorazowo wybrać z bankomatu, to 680 000 pesos, czyli około 730 zł.
  • W wielu miejscach do wymiany pieniędzy potrzebne będzie okazanie oryginału paszportu (kantory na lotnisku, Western Union)
  • W miastach, zwłaszcza w Bogocie, jest bardzo duże zanieczyszczenie powietrza. Przez kilka dni łzawiły mi od tego oczy i niezbyt fajnie mi się oddychało
  • Jest sporo naciągaczy, którzy chcą pieniądze za nic, np. podchodzą i widząc, że łapiemy taksówkę, łapią ją dla nas, otwierają nam drzwi i czekają na napiwek. Ja zazwyczaj szedłem w zaparte i nic im nie dawałem, bo byli bardzo nachalni. Najczęściej taksówkarz, żeby się ich pozbyć, dawał im 200 albo 500 pesos.
  • Jeśli powiemy, że jesteśmy Polakiem, to najczęściej usłyszymy coś o Janie Pawle II albo Lewandowskim
  • W publicznych toaletach nie ma papieru toaletowego (!), płacąc za toaletę dostaniemy go odrobinę. Ja w podręcznym plecaku ZAWSZE nosiłem rolkę (w końcu to podstawa surwiwalu 😉 )

Podsumowując, Kolumbia jest fantastycznym krajem do podróży. Stosunkowo tanim, bardzo nieodkrytym, tajemniczym, kolorowym i ciekawym. Znajdziemy tutaj wysokie góry, sięgające nieomal 6000 m n.p.m., kolonialne miasta, zabytki, poznamy historię mitycznego El Dorado, możemy zobaczyć pustynię, wybrać się na plantacje kawy lub do dżungli. Możemy uczyć się hiszpańskiego (w miastach są oferty przyspieszonych kursów dla obcokrajowców), jeździć konno, latać paralotnią, pływać w Morzu Karaibskim i wiele, wiele więcej.

Zachowując naprawdę podstawowe zasady bezpieczeństwa, opisane przeze mnie w artykułach “zasady bezpiecznego podróżowania” oraz “jak nie dać się okraść w podróży” nie powinno się nam przydarzyć nic złego.

Polecam Kolumbię każdemu podróżnikowi, który lubi coś więcej, niż tylko wycieczki po najbardziej obleganych miejscach turystycznych. Kolumbia naprawdę ciągle czeka na odkrycie.

0 0 głosuj
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze