Polaczek na szlaku

Spakowawszy Brajanka, Dżesikę i Halinkę, Janusz wybył na weekendowy wypad w góry. W końcu trzeba się jakoś ruszyć po całym tygodniu pracy, a i o rodzinę zadbać. Zacna idea.

Plecaki – są, kurtki przeciwdeszczowe – są, kanapki – są, woda na drogę- jest, piwko na szczyt – jest.

Ruszyli jak olimpijczycy na szlak. Idą, podziwiają, marudzą, bo ławek nie ma, bo kamienie, bo korzenie, bo pod górę. Ale idą, to się ceni. W końcu Janusz jak był młody, to nie takie góry zdobywał, a teraz trzeba dzieciom pokazać, że tata to nie byle kto. Choć dzisiaj coś akurat nie w formie, mogliby tu też te konie jak nad Morskim Okiem zorganizować…

– Jeść mi się chce! – woła Dżesika.

– Masz – Halinka wręcz jej owoc – zjedz jabłuszko.

Dżesika młóci, pyta mamy – a co z ogryzkiem?

– Rzuć na trawę, to naturalne, to można.

W katordze i męczarni, kolejnych seriach narzekań, a że dziś noga boli, a swędzi, a za ciepło, a za zimno, a źle dobrana koszulka i się bardzo przepociła, a plecak z wodą ciężki, idą. Po nieskończonej ilości pytań, czy daleko jeszcze, w końcu zdobywają szczyt.

Jest pięknie. Widok jak z bajki, wokół rozciąga się, po horyzont, obraz gór, lasów, nieskażonej natury. Słońce wesoło pieści swoimi promieniami szczyty.

Rozmowę rozpoczyna jak zwykle najbardziej światły, czyli Janusz:

– Kuźwa, czy ci ludzie nie mają co robić? Patrz na ten tłum. Ani nie ma gdzie usiąść w cieniu, wszystko zajęte.

– No, masz rację kochanie – odpowiada ta, przed którą ślubował miłość, wierność i uczciwość małżeńską.

Janusz, z niewiadomych i niezbadanych przyczyn, idąc za głosem serca i poprzedzającego tłumu, ściąga koszulkę, by wystawić swój zacny, choć zdecydowanie przekraczający rozmiarami zalecenia lekarza, brzuch. Przecież teraz wygląda jak samiec Alfa, człowiek pierwotny, półnagi tarzan, zdobywca góry.

Jak to tak bez piwka na szczycie? Należy się przecież nagroda. Także zgodnie z zaleceniem lekarza, Janusz wyciąga swoje górskie EDC, swój zestaw pierwszej, doraźnej potrzeby, czyli czteropak. Spożywa piwko za piwkiem. Smakuje mu wyśmienicie, nagroda za trud wędrówki, no i za to, że trzeba się użerać z ludźmi dookoła. Że tez musieli się wybrać w góry akurat dzisiaj, wtedy, kiedy my- myśli.

W międzyczasie Brajanek zajada banana. Skórka ląduje w bliżej nieokreślonej kępie krzaków- tak kazała mama, rozłoży się- mówi.

Czas iść na dół. Kosz na śmieci niestety przepełniony, wszystko się wysypuje.

– Jak nie ma kto sprzątać, to ja nie będę tego nosił, trudno. Poza tym wszyscy tutaj wyrzucają śmieci – decyduje wódz naczelny ekspedycji, rzucając obok śmietnika puszki po piwie.

Idą na dół, po drodze jeszcze przerwa na papierosa. Pet zagrzebany w piachu – przecież nie będzie ze sobą niedopałków nosił!

Tak kończy się niedzielny wypad Januszów, Halinek i ich pociech.

Gdyby to był wypad jednej takiej rodziny w skali kraju, to w sumie ta cała historia nie miałaby sensu.

Czytałem ostatnio artykuł w amerykańskim New York Times na temat Polaków. Zachwycano się tam, jacy to gościnni, że inteligentni, że się rozwijamy, że to, że tamto. Tylko trochę za dużo pijemy. No i zwykliśmy mówić, że narodowym sportem jest piłka nożna, choć nie mamy w niej żadnych osiągnięć, a tak naprawdę naszym narodowym sportem, jak ocenił autor, jest narzekanie i marudzenie.

Fenomen takiej rodzinki na szlaku obserwuję już od kilku lat. Całkowicie patriarchalny system wodza i jego poddanych. Czasami zwalniam, wyprzedzając tych malkontentów i zastanawiam się – co oni tu w ogóle robią? Czy oni w jakikolwiek sposób czerpią radość z wypadu w góry, czy są tutaj po prostu, żeby pod koniec dnia pochwalić się znajomym na portalach społecznościowych, że robili coś „łał”? Nie wyobrażam sobie wypadu w góry i ciągłego narzekania. Jestem tam dla przyjemności, nie dla tego, żeby się stresować i marudzić.

Śmiecenie.

Drogi, wszechwiedzący o przyrodzie ze środowiska w podstawówce, obywatelu. Jabłuszko czy skórka banana, owszem, rozpuści się, ale nie powinno się znaleźć tam, gdzie dzięki całej twojej inwencji, właśnie się znalazło. Bo czy w naturze pomiędzy świerkami, sosnami i dębami, spadają ogryzki i skórki z bananów? Chyba, że coś mniej ominęło w ewolucji flory w naszym pięknym kraju. Rzucając takie rzeczy, jesteś po prostu zwykłym syfiarzem.

śmieci na plaży
Chciałbyś opalać się na takiej plaży? A wiesz, że śmiecąc jesteś temu współwinien?
Zresztą świadczy o tym też pet pod piaskiem.

Chciałbym ci wyjaśnić, szanowny palaczu, że zakopany butem w piachu pet nie znikł! Serio! Jakby go odkopać, to nadal tam jest. Sprawdź sam jak nie wierzysz. W parku narodowym Altyn Arashan w Kirgistanie, przez jakiś czas wędrowałem z Hiszpanem, Alexandro. Hiszpan ów palił jak lokomotywa, ale jednocześnie każdego papierosa dokładnie gasił, a niedopałek wkładał w kawałek chusteczki, następnie do pustego opakowania po fajkach. Dodam, że chodziliśmy po wysokościach powyżej 3000 m n.p.m. z wielkimi, ciężkimi plecakami, a nie tak jak Ty, drogi podróżniku, po górze Żar z reklamówką z biedronki. Da się! Powiem jeszcze coś – takie niedopałki wcale a wcale nic nie ważą! Będąc w papierku i starej paczce po fajkach- również nie śmierdzą! Mało tego – w Kirgistanie nikt nie zwróci ci uwagi, żeby zbierać śmieci, bo nie ma czegoś takiego jak straż parku, nie licząc poboru opłat na wejściu. A mimo wszystko porządni ludzie sami z siebie rozumieją, że jakoś powinno się tam zachowywać.

A przepełnione śmietniki?

Przecież wszyscy wyrzucają śmieci do tych przepełnionych koszy. To wina osób odpowiedzialnych za utrzymanie szlaku w czystości, że nie ma miejsca na śmieci.

Zadam ci szanowny wędrowcze pytanie. A czy jakby wszyscy na szczycie zaczęli sikać sobie do kanapek, przed zjedzeniem, to też byś sikał? Jesteś człowiekiem, istotą homo sapiens sapiens (człowiek myślący rozumny), czy jesteś małpą lub papugą, która powiela schematy, zachowania i odgłosy otoczenia, nie rozumiejąc – dlaczego to robi? Zastanów się bliżej czego jest twój intelekt. I jeśli faktycznie zdecydujesz, że bliżej małpy, to nie czytaj dalej.

W dzisiejszych czasach, obok wszelkich plusów i minusów, w każdym sklepie możemy dostać jednorazowe reklamówki. Nawet jeśli wszyscy rzucają śmieci, to pokaż, że nie jesteś małpą, która tylko naśladuje, ale jesteś CZŁOWIEKIEM Z KLASĄ, który wie co robi, wie co dobre i wcale nie idzie za odgłosem tłumu.

Sprawdzałem to! Kiedy ludzie rzucali swoje śmieci obok takich przepełnionych koszy gdzieś w Bieszczadzkim Parku Narodowym, stanąłem obok kosza i wyraziłem swoją opinię, niby po cichu i do siebie, ale tak, żeby słyszeli -„nie będę brudasem, zabiorę swoje rzeczy ze sobą”. I obok kilku komentarzy typu „cwaniaczek się znalazł” (zazwyczaj wypowiadanych przez ludzi, których oczy nie wskazywały na posiadanie nawet śladowej inteligencji), dwie osoby podniosły uprzednio wyrzucone papierki po kanapkach i butelki i, z przepraszającym wzrokiem, schowały do plecaka. SUKCES!

Dlaczego tak na ostro?

Ano dlatego, że inaczej się nie da. Tłumaczenie o zagrożeniach dla przyrody, dla zwierząt (wiesz, że jak zwierzak połknie plastikowy woreczek po kanapce to prawdopodobnie się udusi?) niewiele pomagają. Tym, których takie materiały miały wyedukować, już pomogły. Pozostali ci, do których dobrym słowem nie da się przemówić i trzeba pokazać, jakim są strasznym zerem.

Zamiana ról

Las, park krajobrazowy, rezerwat przyrody czy park narodowy to dom dla wielu gatunków zwierząt i roślin. Tak, to ich DOM. Tam jedzą, tam śpią, piją i rozmnażają się jelenie, wiewiórki, dziki, niedźwiedzie, żubry, sowy i tysiące innych przedstawicieli fauny.

Wyobraź sobie, że teraz ciebie odwiedzają jacyś goście, przychodzą do twojego domu. Niech to będę ja.

Wpuszczasz mnie do swojego mieszkania, ja wchodzę w ubłoconych butach, rzucając inwektywy na lewo i prawo, kładę Ci nogi na stole, na białym obrusie. Następnie wyciągam z plecaka piwo, wypijam i puszkę wrzucam ci za kanapę. Pet z papierosa gaszę na oparciu fotela, przepalając go, a następnie zagrzebuję w doniczce. Tam i tak nie będzie widać. To co nie smakowało z obiadu, którym mnie poczęstowałeś, wywalam na balkon – ptaki zjedzą, deszcz i wiatr gdzieś to rozgoni.

Przesadzam? Wiesz, że właśnie na swojej weekendowej wędrówce zrobiłeś dokładnie to samo?

Minister zdrowia ostrzega – artykuł mógł wywołać apopleksję i inne zawirowania psychiczne u osób będących przedstawicielami gatunku człowiek (nie)myślący (nie)rozumny.

I jeszcze słowem wyjaśnienia. Artykuł nie ma na celu obrażać Januszy, Halin, Dżesik i Brajanków. Skorzystałem tylko z tych imion jako ostatnio wykorzystywanych do przedstawiania ludzi w krzywym zwierciadle.

Dotrwałeś do końca?

To powiem ci coś jeszcze. Nie bądź „polaczkiem” na szlaku. Nie rób syfu, nie rób wiochy. Bądź POLAKIEM na szlaku. I z dumą prezentuj to, że wcale nie musisz robić „tak jak wszyscy robią”.

A dlaczego nazwałem artykuł „polaczek…”? Ano, miałem okazję przemierzać szlaki w Czechach, Francji, Szwajcarii, Włoszech, Austrii, Kazachstanie, Kirgistanie i tylko i wyłącznie nasi rodacy robili śmietnik dookoła. Poza tym to nasze szlaki uważam za najbardziej zanieczyszczone. Także mimo, iż mamy wielu wspaniałych ludzi, osoby, które w wolnym czasie sprzątają po innych na górskich drogach, to mimo wszystko trzeba edukować bez litości tych, po których sprzątać trzeba.

Podobał Ci się artykuł? Zgadzasz się ze mną? Największa nagrodą jaką możesz mi odpłacić, jest udostępnienie go dalej! Podaj dalej znajomym na Facebooku, może dotrze do kogoś, kogo odmieni.

 

1
Pozostaw komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Wojj Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Wojj
Gość
Wojj

Rzeczywiście narzekanie i marudzenie..