Rowerem wzdłuż Bałtyku

w 2017 po powrocie z Głównego Szlaku Beskidzkiego miałem jeszcze trochę urlopu. Moje nogi były mocno uszkodzone, ale odkryłem, że niezbyt czuję otarcia i brak paznokci kiedy jeżdżę rowerem. Nie namyślałem się długo, zadzwoniłem do znajomej i już następnego dnia byliśmy z rowerami, namiotem i pogodą ducha w Szczecinie.

Nie będę pisał codziennej relacji z podróży, bo nie ma to wielkiego sensu i nic nie przyniesie, a jedynie napisze kilka spostrzeżeń.

Łącznie pokonaliśmy trasę Szczecin-Świnoujście-Gdańsk w 7 dni, robiąc około 500km.

Gorąco polecam fanom rowerowych eskapad podobną trasę. Niemal zero przewyższeń, więc jedzie się bardzo szybko. Po drodze można zobaczyć wioskę wikingów, która mieści się na Wolinie, a tam napić się miodu, postrzelać z łuku i zjeść podpłomyka.

Od Świnoujścia jechaliśmy głównie znakowaną trasą rowerową R10, która, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, gdzie tylko się da, ucieka z miasteczek. Tak więc możliwie dużo trasy prowadzi lasami, wzdłuż wydm z widokiem na Bałtyk. Polecam wszystkim smary typu DRY do łańcucha, ponieważ ilość piasku, która wpada w zębatki jest ogromna.

Podróżując spaliśmy głównie „na dziko” rozbijając namiot w miejscach do tego nieprzeznaczonych, jednakże ani razu w miejscach z zakazami. Jeśli chodzi o gastronomię, to w sezonie nie trzeba ze sobą praktycznie niczego wozić, ponieważ poniekąd każda miejscowość po drodze jest turystyczna. Mamy więc ciągle do wyboru fast foody, kuchnię polską, ryby, desery…. dla każdego coś się znajdzie.

Gdyby ktoś chciał nocować na polach namiotowych to baza noclegowa jest ogromna, ciągle mijaliśmy kempingi z wolnymi miejscami na namiot lub pokojami.

Mimo dwóch awarii roweru koleżanki dotarliśmy do Gdańska. I tutaj jeszcze jedna uwaga- polecam o wiele wcześniejsze rezerwowanie biletów na pociąg z rowerem, ponieważ w sezonie nie jest to wcale takie łatwe „z dnia na dzień”. Oczywiście dotyczy to osób, które wybrały tę formę transportu.

Polecam rowerowy szlak R10 osobom, które cenią sobie aktywny wypoczynek