Stereotypy na temat bezpieczeństwa w podróży

Stereotypy na temat bezpieczeństwa w podróży

„Samotne podróże w dzikie kraje, czyś ty zwariował? Przecież to niebezpieczne!” – nawet nie policzę, ile razy słyszałem tę regułkę. – „Tam cię okradną, napadną, zabiją, a może jeszcze zgwałcą”. Szkoda, że nigdy nie usłyszałem, że jeszcze zjedzą, poćwiartują albo przerobią na nawóz. Postanowiłem jednak zgłębić źródło tych strasznych opowieści i informacji – skąd się biorą, jak powstają, czym w ogóle są.

Pierwszą rzeczą, która mnie zainteresowała, było źródło tych informacji. I, tutaj Ameryki nie odkryję, oczywiście z pomocą przychodzi prasa, telewizja i internet. Wpisz sobie (działało w 2019 roku) w wyszukiwarkę – „Kirgistan, informacje dla podróżnych”. Znajdziesz mnóstwo artykułów, w tym nasz rządowy, o zagrożeniach jakie tam na ciebie czekają. Kradzieże, napady, włamania, ogólne bandyctwo i na dodatek jakieś lekkie zagrożenie terrorystyczne. No i jeszcze, że jakąś turystkę okradli. STRASZNY KRAJ! Pojechałem więc sprawdzić na własnej skórze, jak to tam w tym Kirgistanie jest. W pierwszy dzień przejechałem autostopem z nieznajomym Kirgizem 120 km. Później pod sklepem zaczepił mnie drugi i zabrał na domową imprezę w środku nocy. Spałem w Kirgiskich jurtach, jeździłem marszrutkami – małymi autobusikami, które odjeżdżają kiedy się napełnią. Chodziłem po miastach nocą, nocowałem na stepie u tradycyjnej, muzułmańskiej rodziny, spałem w namiocie „na dziko”. I wiesz co? Nigdy nie czułem się zagrożony.

Ci straszni Kirgizi!

Ciekawym przykładem strachu są też Indie. Dwa lata temu zabito tam parę Szwajcarskich turystów. Tragedia, owszem, zgadzam się w stu procentach. Jednakże nikt nie opisał skali, w której to się wydarzyło. No bo jak pracują media? Czy lepszy jest nagłówek „Morderstwo w Indiach, nie żyje para Szwajcarskich turystów” czy też „W Indiach zabito parę turystów ze Szwajcarii, pozostałym pięciuset tysiącom odwiedzającym Indie w tym samym czasie nic się nie stało”. Mając skalę dla wydarzenia, otrzymujemy faktyczną wiedzę. Wyrwany z kontekstu nagłówek, którego celem jest tylko i wyłącznie zwabienie czytelnika, nie oddaje prawdy. Ma siać strach i panikę. Bo takie coś się sprzedaje.

Drugim czynnikiem, który postanowiłem sprawdzić, było – kto udostępnia informacje o niebezpieczeństwie w podróży. Przede wszystkim najbliższa rodzina i znajomi. Tłumacząc tym, że się o nas martwią. Dzielą się zaczerpniętą wiedzą, zaczerpniętą…. z wymienionych przeze mnie wcześniej źródeł. I powtarzają do znudzenia te same niebezpieczeństwa, o „których się mówi” i „o których przecież każdy wie”. Nie żebym się czepiał, ale – nigdy tam nie byli, nie znają tych miejsc, nie znają ludzi stamtąd, by zapytać ich o zdanie, a mimo to wiedzą najlepiej.

Drążyłem więc temat, dlaczego tak się dzieje. Media od zawsze skupiały się na złych informacjach. Z jakichś niewyjaśnionych dla mnie przyczyn, większość ludzi zawsze przyciągało zło. Najlepiej sprzedają się nagłówki „zabił, okaleczył, okradł, afera, wypadek, tragedia”. Media na pierwszych stronach nie podają informacji typu – „udało się rozmnożyć rzadki gatunek ptaków” lub „Kirgiski festiwal nomadów zachwyca turystów”. A szkoda, bo właśnie takie nagłówki chciałbym czytać, zamiast tego całego jadu. Wracając jednak do tematu. Typowy kanapowy znawca świata i codzienny słuchacz wiadomości słyszy więc jedynie złe wiadomości, które następnie powiela. Nie mając żadnego, najmniejszego, pojęcia o stanie faktycznym rzeczy.

Przed wyjazdem do Kirgistanu pytałem znajomych co wiedzą o tym kraju. Z głowy, nie z internetu proszę odpowiadać! Niektórzy nie wiedzieli gdzie to jest, ale wiedzieli że to jest niebezpieczny kraj muzułmański. A jak kończy się na „-stan” to pewnie jak Afganistan, pełen złych Talibów. No i ktoś tam słyszał, że żonę w Kirgistanie trzeba porwać, więc porywa się tam turystki. Czasami ktoś wiedział, że była to część Związku Radzieckiego. Nikt natomiast nie słyszał o najwyżej górze (Pik Lenina), przepięknej przełęczy Ala Kul, ogromnym festiwalu Nomadów, petroglifach znalezionych w Czołponata, monasterium Tash Rabat, czy wreszcie o kirgiskich zwyczajach i gościnności (np. o jurtach gościnnych, gdzie nawet obcy może wejść, zjeść coś słodkiego lub napić się herbaty).

Jakie więc były informacje moich znajomych o kraju przed którym mnie przestrzegali? Krótko mówiąc – wyssane z palca, nieprawdziwe. Bazujące nie na ich bezpośredniej wiedzy, ale na uprzedzeniach, na informacjach podanych bez pokazania skali problemu, z którym się mierzą oraz na odwiecznej chęci koloryzowania wszystkiego.

Wyobraź sobie teraz pewien kraj, rok 2019. Wpisujesz, jako turysta nazwę tego kraju w wyszukiwarkę z dodatkiem „bezpieczeństwo” czyli „nazwa kraju + bezpieczeństwo”. I co otrzymujesz? „Ogromne bijatyki kibiców piłki nożnej w biały dzień, zatrzymany ruch, patrol policji boi się wkroczyć do akcji bez wsparcia”, „Zaatakowany marsz osób odmiennej płci, są ranni”, „ojciec zabił 5 letniego syna dźgając go kilkakrotnie nożem, a po ukryciu ciała popełnił samobójstwo”, „podczas wiecu w jednym z największych miast zostaje zabity prezydent miasta, na oczach tysięcy ludzi”. I nie, nie mówimy teraz wcale o wojnach gangów gdzieś w Hondurasie, zamachach w Kongo czy Talibach w Afganistanie, ale o naszej ojczyźnie – Polsce. (słowem wyjaśnienia – bijatyka kibiców została nagrana przez patrol niedaleko Kłodzka, marsz osób odmiennej płci został zaatakowany w Białymstoku, zabite dziecko to Dawidek z Warszawy, a zabity prezydent miasta to prezydent Gdańska – wyjaśniam, skąd moje informacje).

Wyobraź sobie, że jako zagraniczny turysta słyszysz tylko takie informacje o Polsce. Te same informacje słyszą wszyscy twoi znajomi, bo przecież korzystacie z podobnych mediów. Co ci się wtedy rodzi w głowie? Że w Polsce ludzie mordują się przy świadkach na ulicy, jacyś barbarzyńcy mordują dzieci, dzikie watahy nieomal wikingów toczą boje o terytorium. Prawda, że nieprawda? Żyjemy w czterdziestomilionowym kraju i jest to oczywiste, że znajdą się ludzie aspołeczni i niebezpieczni, ale nie czyni to z całego kraju domu wariatów czyhających z siekierą, żeby odebrać ci reklamówkę pomarańczy. Polska należy do najbezpieczniejszych krajów Europy i my to wiemy, a przynajmniej ja.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że mając na temat jakiegoś miejsca jedynie negatywne informacje, zaczynamy się go podświadomie bać. Szukamy kolejnych negatywnych informacji lub kogoś, kto nam przytaknie, by utwierdzić się w przekonaniu, że się nie mylimy. Tak już działa nasz umysł szuka potwierdzenia tego, co się w nim rodzi. Co należy więc zrobić? To proste – zachować zdrowy rozsądek, ale nie popadać w paranoję. Poszukać wszystkich informacji o miejscu, do którego się udajemy, porównać, sprawdzić, wyciągnąć wnioski. Oczywiste jest, że na świecie są miejsca bardziej i mniej niebezpieczne, ale powiem jedno. Czego na pewno NIE NALEŻY robić. Nie należy słuchać opowieści kanapowych znawców świata. Nie pomagają one w wyciąganiu żadnych wniosków, dochodzeniu do prawdy, nie wskażą kierunku. Zasieją jedynie niepotrzebny strach i niepewność. A podróżnik ma być ostrożny, a nie strachliwy! Podróżnik chce poznać świat, poznać ludzi, kultury, zwyczaje, kuchnie, tradycje, a nie zamknąć się w pokoju i powtarzać bzdury!

Podobało Ci się? Gratuluję, właśnie przeczytałeś fragment książki, którą piszę o swoich podróżach! Nie mam jeszcze tytułu, nie mam zakończenia, ale podążając za wspomnieniami i przemyśleniami ze swoich małych i dużych podróży po pięciu kontynentach, postaram się podzielić z wami wszystkim, co może się wam przydać!

5 1 głosuj
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze